Dżejdżej  dużo czasu spędza ze swoją koleżanką. Latem czas ten spędzały na dworze, obecnie z racji racji pory roku częściej bawią się w domu, czy to u nas, czy u koleżanki. Przygotowania świąteczno-sylwestrowe sprawiły, że w naszym domu dużo się działo, a fakt, że jesteśmy rodziną wielodzietną, nie pomagał w zmniejszaniu zamieszania.

Chłopcy w domu, więc gdy dziewczyny bawiły się u nas, często narzekały, że ci im dokuczają. Zabawę więc w większości zaczęły planować u koleżanki, a to sprawiło, że często nie było jej w domu.

Dzwonię któregoś dnia do rodziców tej koleżanki i proszę do telefonu Dżejdżej:

– Wiesz, że za tobą tęsknię. Wyszłaś rano, jest południe, a ciebie nie ma.

Odpowiedziała krótko, ale treściwie:

– Trudno.

Łatwo w takim momencie o uczucie odtrącenia, zlekceważenia, braku zrozumienia, itp.

Tymczasem taka reakcja dziecka jest wspaniałym dowodem, że nie czuje się ono odpowiedzialne za uczucia rodzica i tak powinno pozostać. Dzieci każdego dnia współdziałając z rodzicami, poddają swoją integralność, więc gdyby jeszcze w takich momentach zapominały o tym, co dla nich ważne, odbiłoby się to bardzo na ich poczuciu wartości.

Jako rodzice mamy obowiązek towarzyszyć dziecku w trudnych momentach, jednak to towarzyszenie powinno być jednokierunkowe. Dorosły towarzyszy dziecku, natomiast dorosłemu towarzyszy inny dorosły, więc jeśli takie słowa sprawiają rodzicowi ból, powinien on porozmawiać o tym z przyjacielem, żoną, mężem, teściową lub własnym rodzicem. Nie powinniśmy obciążać dzieci w takich momentach poczuciem winy, one i tak zbyt często czują się winne, gdy jest nam smutno, gdy mamy gorszy dzień lub gdy kłócimy się z partnerem. Warto więc powstrzymać się przed wypowiadaniem słów typu – „przykro mi gdy, tak mówisz”, „gdy tobie jest ciężko, ja staram się zrobić coś by ci pomóc”, „ciekawe jak ty byś się czuła, gdyby nie obchodziło mnie, że za mną tęsknisz”, „też ci powiem trudno, gdy będziesz za mną tęsknić”.

Taka postawa dziecka nie ma nic wspólnego z lekceważeniem, jest po prostu efektem usamodzielniania się i odseparowywania od rodziców, czyli naturalnego procesu dojrzewania, na którym rodzicom zależy. Dzieci towarzyszą nam tylko przez chwilę, by następnie podążyć własną drogą. Naszym obowiązkiem jest, je do tej drogi przygotować, a nie zatrzymywać. Okres, kiedy jesteśmy dla dziecka pępkiem wszechświata, szybko mija, pojawiają się najważniejsi na świecie koledzy i koleżanki i nie warto przedłużać żadnego z etapów rozwoju na siłę. Zdecydowanie korzystniejsze dla obu stron jest pielęgnowanie siebie i tego, czym zajmiemy się, gdy dzieci wybiorą towarzystwo inne niż nasze. 

Zdj. pexels.com

 

Inne wpisy