To jeden z tych dni, w których najstarszy zdecydowanie wolałby być jedynakiem. Drażniło go wszystko, że nie chcą się z nim bawić, że chcą się z nim bawić, że oddychają tym samym powietrzem co on, że poszli na dwór i został sam, że wrócili i nie ma kawałka tylko dla siebie. Wszystko było nie tak. W jednej chwili siedział smutny, w drugiej zdawał się prowokować do krzyku, śmiał się i denerwował naprzemiennie.

W dni takie jak ten łatwo jest wybuchnąć, porozstawiać dzieci po kątach i z nadzieją wyczekiwać wieczoru, gdy pójdą spać. To jeden możliwy scenariusz. Drugi zdawałoby się trudniejszy, jest taki by przyglądać się temu, co dzieje się z dzieckiem i pomóc mu zwrócić jego uwagą na to, co wewnątrz.

Jedno jest pewne, dzieci nie zachowują się tak, ponieważ z premedytacją próbują doprowadzić do szewskiej pasji nas i wszystkich otaczających je ludzi. Każdy kawałek ciała zdaje się z nimi nie współpracować i one zwyczajnie nie potrafią sobie z tym poradzić. To wynika z rozwoju, nie są w stanie na zawołanie odzyskać nad sobą kontroli. Rolą dorosłych jest uczyć ich w takich momentach, przeżywania tych trudnych emocji. Przeżywania, a nie negowania tego, co się dzieje. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, by mówić dzieciom, jakie powinny być, jak powinny się zachowywać i co powinny zrobić, by spełniać oczekiwania dorosłych. Niestety mało w nas zgody na to, by pozwolić im rozwijać się w swoim własnym tempie. Nie powinniśmy oczekiwać od nich, by wypierały trudne emocje, bo tylko przezywanie ich pozwoli im zbudować tą cześć osobowości, która choć trudna stanowi istotny kawałek całości.

Poszliśmy na spacer i małe zakupy, by ochłonął i postarał się odzyskać panowanie nad karuzelą emocji.

-Ciężko ci dzisiaj. Widzę to. Proszę, spróbuj skupić się na sobie. Najważniejsze jest, by w takich momentach starać się pozostać przy sobie. Zastanów się, co się z tobą dzieje? Dlaczego? Skąd to pochodzi? Co możesz zrobić, by w tym stanie nie ranić otaczających cię ludzi?

Dając dziecku zgodą na takie uczucia, dajemy mu jednocześnie zgodę na to, kim jest. Pouczanie, dawanie rad w stylu – uspokój się, jak ty się zachowujesz – do niczego nie prowadzi. Każde dziecko zrobi wszystko by sprostać oczekiwaniom rodziców, więc jeśli ci uważają, że powinien przestać się tak zachowywać, najprawdopodobniej przestanie, ale takie tłumienie emocji do niczego dobrego nie prowadzi. Dużo mówi się obecnie o tym, by wspierać dziecko i uczyć je radzenia sobie z emocjami, nauka ta powinna polegać  na tym, by umieć je przyjmować takimi, jakie są. I nawet gdy są trudne, bo powodują lawinę emocji, które powstają w takich momentach w nas samych, powinniśmy po prostu podobnie jak dziecko pozostać przy sobie i zadać sobie dokładnie te same pytania – co się ze mną dzieje? Dlaczego tak oddziałuje na mnie jego zachowanie? Co mogę zrobić dla siebie, by pozwolić wybrzmieć temu, co się dzieje, nie raniąc jednocześnie moich bliskich?

To się tak pięknie zapętla i gdy się o tym pisze lub czyta, brzmi banalnie. W rzeczywistości jednak nie jest tak banalne i zanim poszłam z nim na ten spacer, kilka razy zareagowałam w sposób zupełnie przeciwny do opisanego. Najważniejsze jednak, by nie zapędzić się w tych reakcjach, złapać kontakt ze sobą, poszukać odpowiedzi i w efekcie móc być wsparciem dla dziecka. W ten sposób stajemy się dla niego najlepszym przykładem.

Zdj. pexels.com

Inne wpisy