• Idziecie ulicą, dziecko niesie część zakupów, po czym siatka wypada mu z rąk i część jej zawartości się wysypuje.
  • Wchodzicie po schodach, dziecko zahacza o stopień i się przewraca.
  • Jecie wspólny posiłek, dziecko przewraca łokciem kubek z kompotem.
  • Podczas obiadu, dziecko przestaje jeść, choć na talerzu nadal sporo zostało.
  • Ubieracie się do wyjścia z domu, następujesz dziecku na nogę.

Przeanalizujcie powyższe sytuacje i zastanówcie się, jakie byłyby Wasze reakcje, gdyby tak jak jest napisane, dotyczyły dziecka?

Macie to?

To teraz zastanówcie się, jakie byłyby Wasze reakcje, gdyby w miejsce dziecka wstawić innego dorosłego?

Takie same?

Jeśli twoja odpowiedź jest twierdząca, to spokojnie możesz skończyć czytanie tego postu w tym miejscu. Jeśli nie to przyjrzyjmy się hipotetycznym kontynuacjom tych sytuacji:

Idziecie ulicą, dziecko niesie część zakupów, po czym siatka wypada mu z rąk i część jej zawartości się wysypuje.

Do dziecka:

Uważaj! Co robisz! Nie dasz rady nieść, by nic się nie wysypywało!!! – często wzburzonym tonem, choć pytanie zdaje się mieć formę pytającą w rzeczywistości jest zaakcentowaniem dziecku, że nie potrafi właściwie nieść siatki z zakupami.

Do dorosłego:

Często bezsłownie rzucamy się na pomoc. Czasami mówimy coś w rodzaju – pomogę ci…

 

Wchodzicie po schodach, dziecko zahacza o stopień i się przewraca.

Do dziecka:

Jak idziesz. Podnoś nogi.

Do dorosłego:

Nic się nie stało? Pomóc ci?

 

Jecie wspólny posiłek, dziecko przewraca łokciem kubek z kompotem.

Do dziecka:

I co narobiłeś! Zamiast siedzieć spokojnie to cudujesz.

Do dorosłego:

Nic się nie stało, zaraz posprzątam.

 

Podczas obiadu, dziecko przestaje jeść, choć na talerzu nadal sporo zostało.

Do dziecka:

Zjedz jeszcze trochę. Musisz zjeść bo będziesz głodny.

Do dorosłego:

Najadłeś się? Może ci nie smakuje?

 

Ubieracie się do wyjścia z domu, następujesz dziecku na nogę.

Do dziecka:

Przestań mi się tu kręcić pod nogami. Ubieraj się.

Do dorosłego:

Ooo przepraszam. Bolało?

 

To tylko niektóre z sytuacji, w których zupełnie inaczej reagujemy w stosunku do dzieci, a zupełnie inaczej w stosunku do dorosłych. Dzieję się tak głównie z powodu zapisanych w naszych  mózgach schematów, czyli sytuacji, kiedy to nasi rodzice tak właśnie reagowali w stosunku do nas. Nie mamy większego wpływu na to, że tak jest, ale mamy ogromny wpływ na to, czy te schematy nadal będą definiować naszą relację z dzieckiem, czy jednak zastąpimy je empatycznymi, które doskonale znamy, ponieważ stosujemy je, gdy chodzi o innych dorosłych.

Samotność dzieci w tym obszarze jest ogromna. Dorośli pełnią często funkcję osób pouczających, i wytykających błędy, a to niezbyt motywujące środowisko do eksperymentowania, poszukiwania i rozwijania swoich możliwości. Każdy dorosły po kilku takich sytuacjach czułby się kompletnie zdemotywowany, a dzieci mimo wszystko próbują, nie poddają się, starają się sprostać  wygórowanym oczekiwaniom.

Jak to zmienić?

W każdej takiej sytuacji nawet gdy mechanicznie zareagujecie w pierwszy sposób, od razu weźcie za tą reakcję odpowiedzialność.

– Zdenerwowałem się, nie powinienem tak powiedzieć. Wiem, że nie zrobiłeś tego specjalnie. Pomogę Ci?

Początki zwykle są najtrudniejsze, dlatego na początku może okazać się, że będziecie w stanie zareagować w taki sposób, dopiero gdy emocje opadną, ale trening czyni mistrza.

Kilka podobnych sytuacji i zobaczycie, jak fajne będzie wam towarzyszyło uczucie, gdy potraktujecie swoje dziecko z równą godnością – nie osądzając, nie obrażając, nie wytykając błędów i nie poniżając.

Jak już wielokrotnie podpowiadałam, to kolejna sytuacja, kiedy możecie uczyć się od swoich dzieci. One w takich sytuacjach mówią dorosłym dokładnie to, co powinny usłyszeć od nas.

Zdj. Pexels.com

 

Inne wpisy