Podczas warsztatów często pada pytanie o multimedia – jak chronić przed nimi dziecko? Co zrobić, by nie zatraciło się w grach komputerowych? Jak uczyć je mądrze z nich korzystać?

Sytuacja, kiedy dziecko jest jeszcze na tyle małe, że mamy na to wpływ jest tą łatwiejszą, dlatego dzisiaj podpowiem Wam jak pomóc dziecku, które już dawno wpadło po uszy.

Wyobraźcie sobie rodzinę, która choć teoretycznie spędza czas razem, praktycznie każdy siedzi skupiony na swoim smartfonie. Co Wam ten obrazek przypomina?

Mi osobiście kojarzy się on z lodowcami. Każdy siedzi na swojej krze i choć wszyscy zdają się unosić na falach tego samego oceanu, tak naprawdę każdy podmuch wiatru ich od siebie oddala. Zatraceni w swoich światach, nie przypominają członków rodziny, którą powinny łączyć relacje – sprzeczki, kuksańce, wspólny film, żarty, czy opowieści o tym, co dla nich ważne.

Niech ten obraz posłuży Wam do wyobrażenia sobie, co dzieje się z dzieckiem, które niemal cały swój wolny czas spędza, grając w gry kamputerowe. Dziecko takie funkcjonuje w świecie, który z jakiegoś powodu jest dla niego najważniejszy i choć to trudne, rodzice powinni wziąć na siebie odpowiedzialność za to, że obecnie tak wygląda sytuacja w ich rodzinie.

Chcąc dotrzeć do dziecka, muszą zrobić wszystko, by do niego dopłynąć, przedostać się na jego kawałek i dopiero wtedy wiosłując własnymi rękoma, mają szansę, że wspólnie uda im się dopłynąć na bezpieczny ląd. Jeśli będą wołać, siedząc na swojej krze, wiatr rozdmuchując krzyk, nie pozwoli im nawiązać z dzieckiem kontaktu.

Karanie, kontrolowanie, wyznaczanie limitów czasowych – to instrukcje, których dziecko nie jest w stanie wykonać, bo to my mamy więcej siły i mądrości, by poruszyć swoją krę i  do niego dopłynąć. Ono przerażone boi się, że jak podejmie działanie, kra przewróci się i wpadnie do wody, której chłód już kiedyś poznało, gdy prosiło – zagramy w planszówkę, pojedziemy na wycieczkę rowerową, chodźcie do kina i kiedy w odpowiedzi słyszało – jutro, nie widzisz, że pracuję, jak możesz mnie o to prosić, nie mam z kim zostawić twojego małego braciszka, obiad sam się nie ugotuje, jeśli chcesz mieć własny pokój, to musisz liczyć się z tym, że ktoś musi na niego zarobić.

Usiądź przy swoim dziecku i zacznij towarzyszyć mu w tym, co dla niego takie ważne. W ten sposób weźmiesz na siebie odpowiedzialność za to, jak obecnie wygląda sytuacja w Waszej rodzinie:

– Pokaż mi w co grasz?

-Opowiesz mi co cię w tej grze tak fascynuje?

-Nauczysz mnie w nią grać? Może zagramy razem?

Chcąc dotrzeć do dziecka, musimy zainteresować się kim ono jest i dopiero gdy ono uwierzy, że naprawdę jesteśmy nim zainteresowani, istnieje szansa, że zdecyduje się opuścić swoją wysepkę.

Gra, komputer, telefon są tym, czym była dla Małego Księcia róża. Gdyby ktoś chciał mu ją nagle odebrać, poczułby przerażającą pustkę i samotność. Broniłby jej używając siły, może trudnych słów, więc chcąc zająć miejsce róży, rodzice muszą usiąść z dzieckiem, dowiedzieć się – dlaczego róża jest dla niego taka ważna i dopiero gdy ono zacznie im o sobie opowiadać, mają szansę na budowanie relacji z różą w tle.

Ważne by dać sobie i dziecku czas, nie oczekując, że z dnia na dzień sytuację uda się naprawić. Tylko małymi kroczkami można zbliżyć się w relacji. Pamiętajcie, każdą da się naprawić i do każdej da się wrócić, bo dzieci potrzebują rodziców, choć czasami wysyłają sprzeczne sygnały. Krnąbrność i ignorancja to tylko maski, które wykorzystały by przetrwać, gdy byliśmy zajęci organizowaniem przyszłości i zapomnieliśmy, że one potrzebują nas tu i teraz. Dla dzieci najważniejszy jest dzień dzisiejszy, tymczasem umiejętność towarzyszenia im w teraźniejszości nie jest tym, w czym dorośli się specjalizują. Wydaje nam się, że naszym obowiązkiem jest zapewnienie im lepszego jutra, zapominając, że przyszłość naszych dzieci jest dzisiaj.

 

Inne wpisy