Dzisiejszy wpis nie jest próbą wytykania nikomu błędów, jest próbą zwrócenia uwagi dorosłych, którzy chcieliby w swojej szkole przeprowadzić podobną prowokację, na pewne bardzo istotne kwestie, które mogą spowodować, że podobne działania wyrządzą więcej szkody niż pożytku.

Niestety w przypadku prowokacji, która została przeprowadzona przez naszą szkołę, wyrządziła ona więcej szkody. Rozumiem jednocześnie, że jako ludzie uczymy się na błędach, szczególnie w przypadku działań tak innowacyjnych, jak wspomniana prowokacja szkolna. D0ceniam działania szkoły, że nie boją się sięgać po nowe rozwiązania. Myślę, że świadczy to o tym, że dostrzegają zagrożenia obecnych czasów.

W ostatnim czasie szkoła moich dzieci zorganizowała prowokację, która miała pokazać, jak zachowują się dzieci w sytuacji, gdy ktoś częstuje je cukierkami, wypytuje o dane osobowe, adres zamieszkania i czy wracają one same do domu. Akcja przeprowadzona została przez ubranych po cywilu, policjantów z naszej Komendy. Jako rodzice zostaliśmy powiadomieni o prowokacji wcześniej, wyrażaliśmy zgody, że nasze dzieci mogą brać w niej udział. Informowani byliśmy przez nauczycieli, jak ważne jest, by nie zdradzać dzieciom, że taka akcja ma się odbyć. Plus za to.

Nie będę analizowała w tym wpisie przebiegu prowokacji, podczas której po pierwsze pedofili było dwóch, podchodzili do dzieci w obecności nauczycieli, którzy odwracali głowy, że niby nic nie widzą, ponadto policjanci byli znani wielu dzieciom z funkcji, którą wykonują (z racji ogromnej mądrości dzieci powinni oni jednak zostać poddani charakteryzacji – wąsy i okulary pewnie dużo zmieniłyby, jeśli chodzi o rozpoznawalność).

Jednak nie to było najgorsze, karygodne według mnie było zebranie dzieci i po wszystkim powiedzenie im, że to była prowokacja, o której ich rodzice byli poinformowani i wytykanie dzieciom błędów.

Ten fakt dużo mówi o tym, jak nadal funkcjonuje szkoła.

Uważam, że założeniem każdej podobnej prowokacji powinno być, że jest ona INFORMACJĄ DLA DOROSŁYCH, jaka jest świadomość dzieci w obszarze podobnych zagrożeń – to po pierwsze. Po drugie bez względu na wyniki, to DOROŚLI ponoszą odpowiedzialność za to, jak dzieci się zachowywały. Wszelkie wnioski więc powinni wyciągnąć dorośli i jeśli dzieci w ich opinii zbyt często wdawały się w dyskusję z nieznajomymi, powinni poszukać odpowiedzi na pytania, dlaczego tak się stało:

  • Czy za mało w szkole prowadzi się zajęć zwiększających świadomość dzieci?
  • Czy szkoła nie bazuje nadal na posłuszeństwie dorosłym i czy to bezpośrednio nie przyczyniło się do tego, że na jej terenie dzieci nie potrafią się dorosłym sprzeciwiać?
  • Jak inaczej prowadzić rozmowy edukacyjne w tym obszarze, by jeszcze bardziej zwiększały dziecięcą świadomość?
  • Co możemy zrobić, by zmienić taki stan rzeczy?

Oczywiście o wynikach prowokacji powinni zostać poinformowani rodzice i oni również powinni wziąć na siebie odpowiedzialność za to, jak zachowały się dzieci i zadać sobie podobne pytania.

Niedopuszczalne jest to, by tak jak w naszej szkole informować dzieci, że prowokacja była zaplanowana wspólnie z ich rodzicami.

Każdy czytający ten wpis rodzic i nauczyciel powinien zadać sobie teraz pytanie – jeśli jakiekolwiek dziecko znajdzie się po tej prowokacji w rzeczywistym zagrożeniu, co pojawi się w jego głowie?

Niestety bardzo prawdopodobne jest, że będzie to pytanie – Czy to kolejna prowokacja, którą zaplanowali dorośli, mama/tata?

Jeśli dziecko zacznie rozważać odpowiedź na to pytanie, niestety zmniejsza swoje szanse na prawidłową reakcję. Zbyt dużo czynników może wpłynąć na jego decyzję. Tymczasem jedynym, co powinno zadziałać, jest poczucie, że znalazło się w niebezpieczeństwie.

Smuci fakt, jak funkcjonujemy i jak bardzo przerzucamy na dzieci odpowiedzialność, za sytuacje, które bez wszelkich wątpliwości powinny spoczywać na dorosłych. Gdyby prowokacja pokazała, że wszystkie dzieci reagowały prawidłowo dorośli/nauczyciele z dumą informowaliby, że to zasługa ich działań edukacyjnych. Natomiast w sytuacji, gdy część dzieci „nie zdała egzaminu” i przyjęła cukierka, przekaz dorosłych brzmiał – to wasza (dzieci) wina, ponieważ czasy takie niebezpieczne, tyle się z wami rozmawia, a wy nadal nie zachowujecie ostrożności.

No dobrze, co teraz z dziećmi? Czy rodzice dzieci, które brały udział w tej prowokacji, mogą zrobić cokolwiek, by zminimalizować zagrożenie, o którym wspomniałam w tym wpisie?

Trójka moich dzieci chodzi do tej szkoły, więc odpowiedź na to pytanie, była dla mnie priorytetem, gdy usłyszałam, co wydarzyło się w szkole. Myślę, że najważniejsza jest teraz szczera rozmowa z dziećmi. Rozmowa nie o tym, czym jest pedofilia ani o reakcjach dzieci, tylko o tym, że NIGDY WIĘCEJ NIE ZGODZĘ SIĘ NA ŻADNE PROWOKACJE. Uczciwe powiedzenie dzieciom, co myślę o przeprowadzeniu akcji i jednoczesne zapewnienie ich, że gdyby ktoś jeszcze kiedykolwiek poprosił mnie o zgodę na taką prowokację, na pewno bym się nie zgodziła. Jeśli kiedykolwiek znajdą się w dwuznacznej sytuacji maja moje słowo, że to nie jest kolejne zaplanowane przeze mnie działanie.

Zdj. pexels.com

 

Inne wpisy